Nurt 2008


17 – 21 LISTOPADA 2008
 
Krzysztof Miklaszewski
 
DOKUMENT NURTU POTRZEBUJE

 
 
Wiarygodność dokumentu umacniały zawsze w Polsce wszelkie historyczne okoliczności: zarówno PRL-owski „mały realizm” „naszej małej stabilizacji”, jak i konspiracyjne „porywy ducha” „antysocjalistycznego podziemia”; zarówno „miarowy oddech” „Solidarnościowej transformacji”, jak i „przyśpieszony puls” „korupcji III Rzeczpospolitej”; nie mówiąc już o blamażu Czwartej.
 
Dokument w każdej tych formacji „politycznego koryta” potrafił znaleźć swój zbawienny…nurt. Dlatego też w roku 1995 w Krakowie, biedniutki, przygarnięty przez robotniczo- studenckie kino „Związkowiec”, które zdążyło ulec takiemu samemu procesowi dekapitalizacji, co i jego industrialne otoczenie przedwojennej fabryki Zieleniewskiego, Przegląd Form Dokumentalnych przypomniał o wyższości „nurtu”(stąd NAZWA ) na „rozlewiskiem”, którym okazało się zafascynowane posłannictwem „europejskości” Biuro Organizacyjne Festiwali Krakowskich.. To ono- w ferworze przemian – „wylało dziecko z kąpielą” „.Warto przypomnieć, że tym” nie chcianym dzieckiem” okazał się Ogólnopolski Festiwal Filmów Krótkometrażowych – pewna -w ciężkich czasach – ostoja wolności dokumentu.
Wtedy też na ulicę wypchnięto 52 dokumentacyjne formy ,zupełnie unikatowe , bo bez ogródek ukazujące Polskę ustrojowego „pogranicza” ,nie mówiąc o”rachunku krzywd” niedawnej historii, a także o równie tragicznym kontekście i bilansie konfliktów europejskich. Dość powiedzieć, iż pośród tych zgromadzonych przez piszącego te słowa dokumentalnych form wypowiedzi filmowej i telewizyjnej, zaskoczeni tą „manną „z rzeczywistości krakowianie mogli w „Związkowcu „(kontestując festiwalowe kino „Kijów”) na l2 pokazach zobaczyć : notacje Krzysztofa Krauze i Jerzego Morawskiego o sprawie Pyjasa ,impresje kalifornijskie Magdaleny Łazarkiewicz ,dokument Marii Zmarz-Koczanowicz o wpływie telewizji na życie zwykłych ludzi, filmy o sztuce Lucyny Smolińskiej, Mieczysława Sroki i Grzegorza Dubowskiego, obrazy z Bośni Wojciecha Szumowskiego, poprzedzone wstrząsającym plakatem filmowym Włodzimierza Dulemby i Jacka Knoppa „Umieraj, Bośnio!”, opowieści i narracje reportażowe Grażyny Kędzielawskiej ,Hanny Kramarczuk, Tamary Sołoniewicz, Włodzimierza Frąckiewicza, Jacka Grelowskiego, Waldemara Karwata i Krystiana Przysieckiego. Na pokazach NURTU 1995 impresje Michała Bogusławskiego z wystawy zdjęć KGB, rejestrujących wyroki śmierci wykonane na bezbronnych Polakach sąsiadujących z kontrowersyjnym dokumentem „Oskar…Oscar „,podważającym dokumentalną wiarygodność fabuły Spielberga o Schindlerze, a pierwsze „dziełka” z cyklu „Małych Ojczyzn” uzupełniały kreacyjne miniatury o dziwnych meandrach życia.
W roku 1995 NURT rozpoczął jeszcze jedną , bardzo znamienną, batalię. Batalię o uznanie przemian rewolucji gatunkowej, której dokonała już praktyka. Praktyka telewizyjna – zwłaszcza. Na naszych oczach rozwinęły się bowiem , a co ważniejsze , zostały akceptowane przez odbiorców , nowe formy dokumentalne ,o którym nie śniło się twórcom filmowego dokumentu i reportażu , a zwłaszcza – stojącym na straży „czystości gatunków ” – estetykom .Jedyną odpowiedzią na praktyki filmologicznego „szkiełka i oka” selekcjonerów większości festiwali ( z Krakowskimi na czele), uciekających – niczym diabeł przed święconą wodą – od rozmowy na temat uznania tych gatunkowych przemian ,wynikających z praktyki twórczej , mógł być tylko bunt. Bunt oczekiwany przez całe środowisko .Zarówno twórców , jak i producentów . Ta ‚gatunkowa mieszanka” przecież wynikała z poszukiwań wcale nie estetycznych : w procesach dochodzenia do” życiowej prawdy ” bowiem znajdować musiały coraz to nowe- za każdym razem – sposoby filmowej i telewizyjnej „wizualizacji”. Ergo : bunt – i to bunt autorski – był jedyną nadzieją walki ze stereotypami.
I wtedy to właśnie pojawił się NURT – rozkrzyczane na polskie praktyki festiwalowe niemowlę .Ten – traktowany w Krakowie jako rozdrażniony wcześniak -raczkujący maluch miał jednak szczęście : po inkubatorze „Związkowca trafił na dom najbardziej właściwy. Właściwy – bo opiekuńczy . dom spragniony nowego dziecka. Tym domem idealnym okazały się po roku…Kielce – uznawane za jeden ze „środków Polski” : hasło „ogólnopolski” obowiązywało tę buntowniczą inicjatywę od samego początku. Stała się tu też możliwa do realizacji druga, niemniej istotna, zasada NURTU -„niezależność” .I ze względu na otwarty profil działań popularyzacyjnych Kieleckiego Centrum Kultury, i ze względu na nową jakość Świętokrzyskiego Regionu. Tę jakość stanowiła i stanowi nadal młodość. Młodość kieleckich uczniów i studentów- niezawodnych uczestników Przeglądu.
Miłość Kielc do NURTU nie jest wcale zdawkowa Publiczność uznała NURT za Świętokrzyskie Wydarzenie Kulturalne w roku 2003 ,a ocenę władz miasta Kielce, oceniających NURT za „własne, samorządne działanie kulturowe”, usankcjonowała decyzja Prezydenta Wojciecha Lubawskiego, przyznająca piszącemu te słowa, prawodawcy NURTU -Nagrodę Miasta Kielce za rok 2004.Jest to, zresztą, miłość ze wzajemnością. NURT – Kielcom rewanżuje się w dwójnasób.
Najlepszym dowodem – zaufanie środowiska artystycznego : twórców i producentów Pierwszy stopień tego zaufania – to ponad sto ( w tym roku : aż 129) nadsyłanych na selekcję form dokumentalnych. Ale miarą tego zaufania jest także – a może : przede wszystkim – własny krytycyzm autorów. Ta „wewnętrzna selekcja” sprawia ,że nadsyłane pozycje wyróżnia artystyczna jakość i trafność tematycznego wyboru. Stąd kłopoty Komisji Selekcyjnej , która-by sprostać idei Przeglądu , dokonywać musi każdego października iście „Salomonowego sądu”. Przegląd bowiem preferując refleksję nad najważniejszymi dla Polaków sprawami w danym roku , domaga się wręcz artystycznych walorów ich filmowej prezentacji.
Taką równowagę między treścią i formą wymusza bardzo młoda „masowa „( kilka dwugodzinnych pokazów w roku 2006 oglądnęło ponad 700 widzów) , co roku „odnawiana ” publiczność , która żywiołowo lubi dyskutować z autorami ..Na tę dyskusję -zresztą -bardzo liczą twórcy , skazani na co dzień na praktyki emisji telewizyjnych późną nocą i wczesnym rankiem.
Jest jeszcze jedna cecha dystynktywna: NURT bowiem to Przegląd Ogólnopolski ,a więc nie stawiający absolutnie żadnych barier między telewizją publiczną, stacjami komercyjnymi, produkującymi formy dokumentalne, a także między producentami zewnętrznymi, a także twórcami absolutnie niezależnymi, pokrywającymi swe produkcje z prywatnej kasy.
Produkcje zewnętrzne i niezależne to – zresztą zwykle 1/3 finalistów. Tak jest i na tegorocznym XIV Przeglądzie , w którym obok autorów znanych i uznanych pojawi się dobrze wyselekcjonowana plejada młodzieży .Co więcej: rok 2008 ujawnił nowe zjawisko. Mimo braku środków – zarysowała się równowaga między produkcjami Ośrodków Terenowych TVP (w tym roku bezwzględnie królują Kraków i Warszawa ) i agendami centralnymi publicznej ,programującymi i produkującymi formy dokumentalne na rzecz Polskiej Matki Dokumentu czyli TVP SA., która – niestety – z rok na rok zachowuje się wobec własnych produkcji coraz częściej jak …Macocha..
Jak co roku pokazy towarzyszące przywołają kilka unikatowych zjawisk dokumentalnej formy :tych krajowych ,i tych zagranicznych. Taka dodatkowa konfrontacja stanie się i dla uczestników , i dla widzów dodatkową pożywką nie tylko artystyczną. Przywoła bowiem k o n t e k s t ,w którym przychodzi nam żyć i działać , pracować i tworzyć To jeszcze jedna z przyczyn , dlaczego. NURT dokumentowi jest tak potrzebny .
Nie wystarczy powtórzyć za encyklopedystami , że prawdziwy nurt to przecież ” prąd wodny mający największą prędkość”. Kiedy konfrontuję tę plakatową wizję NURTU 2008 z jego programem mogę obiecać jedno : Drodzy Widzowie , nie wyjdziecie z żadnego z pokazów obojętni.

KRZYSZTOF MIKLASZEWSKI
pomysłodawca i dyrektor artystyczny
N U R T U
Kielce – Kraków – Warszawa
listopad 2008