Obituary ANDRZEJ KOZIEJA


Krzysztof Miklaszewski

L I S T   O S T A T N I

D O     A N D R Z E J A   N I E Z Ł O M N E G O

(pożegnanie Andrzeja Koziei)

Kochany ANDRZEJU ,

Nigdy nie przypuszczałem ,że mój list stać się może dla Ciebie dodatkowym <glejtem> do Charonowej Przeprawy. Życiowe bowiem motto Twojego zbyt krótkiego życia przez Ciebie cały czas realizowane („Dobrze jest być kimś ważnym, ale ważniejsze – być   kimś   dobrym „), powtarzane dzisiaj za Twoim Przyjacielem – ks. Marianem Fatygą, j e s t   n a j l e p s z ą   p r z e p u s t k ą do świata , którego obecność bezbłędnie – na co dzień – przeczuwałeś !

Kochany ANDRZEJU,
Nie podejrzewałem Cię jednak ,że w tę daleką podróż zabierzesz ze sobą te nigdy jeszcze nie wyartykułowane do końca tajemnice <bagażu> uwrażliwionej na drugiego człowieka wiedzy , którą od dziesięciu lat <karmiłeś> naszą Komisję Selekcyjną <Nurtu> , czyli kieleckiego Festiwalu Form Dokumentalnych. Poznawaliśmy je wspólnie, oglądając co roku ponad 100 produkcji przysyłanych z całej Polski na to nasze wspólne filmowe ś w i ę t o, a potem spierając się o ścisłą ich reprezentację w finale konkursowym w KCK. Tego nie wybaczy Ci też pokaźny zastęp Twoich fanów – młodych ludzi, których Ty z a r a z i ł e ś filmowym <bakcylem> po to przecież, by otaczający ich świat r o z u m i e l i   p e ł n i e j   i   l e p i e j , a którzy spragnieni będą nadal ogromu Twojej wiedzy i umiejętności jej im przekazania. Mam więc nadzieję, że głośno protestować nie będziesz ,kiedy zrodzoną z Twojej – przecież – inspiracji , doroczną nagrodę <Pluszowego Misia> , jaką na zakończenie NURTU wręcza Jury Studenckiego Koła Naukowego Przyjaciół Teatru i Filmu przy Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, ochrzcimy T w o i m   I m i e n i e m.

Kochany Andrzeju,

Nie przypuszczałem, że aż tak podobny jesteś do Imć Pana Zagłoby, bo zawsze mi się śniłeś jako Hetman Chmielnicki, ten Chmielnicki z jego okresu życia, kiedy Imć Pan Bohdan dumny był z przynależności do elity Rzeczpospolitej. Ale kilka kartek pocztowych, przysłanych mi przez Ciebie na krakowski adres z licznych podróży po Kresach, zawierających dodatkowo Twój fotograficzny konterfekt, przekonało mnie do podobieństwa pierwszego. Zagłoba bowiem w najbliższej mi Sienkiewiczowskiej powieściowej interpretacji jest bowiem najbliższy nie tylko Twojej posturze, ale – co ważniejsze – postawie i n i c j a t o r a   L e t n i e j   S z k o ł y  Kultury, Historii i Języka Polskiego, stworzonej dla Polonii z Winnicy, na Ukrainie. Zagłoba przecież  podobnie jak i Ty!- zawsze radosny i uśmiechnięty s t a w i a ł   i n t e r e s   R z e c z p o s p o l i t e j   p o n a d   w s z y s t k o !

Kochany ANDRZEJU,
Twoje szerokie spojrzenie na świat i na człowieka kazało Ci zawsze szukać i znajdować popleczników i wyznawców we  w s z y s t k i c h (często: w bardzo ze sobą skonfliktowanych środowiskach ). Dlatego zawsze C i ę   b y ł o   p e ł n o i w środowisku czysto k a t o l i c k i m (Radio JEDNOŚĆ, Salezjańskie Oratorium , kościół św. Józefa Robotnika na kieleckim Szydłowcu , parafia św. Jana Chrzciciela w Skalbmierzu ) i czysto ż y d o w s k i m („Świętokrzyski Sztetl”), i wśród młodzieży gimnazjalno-licealnej (wychowawca kolonii letnich ), a także – głównie – w społeczności studenckiej (opiekun praktyk , inicjator filmowych warsztatów edukacyjnych i twórca Filmowych Spotkań z Młodzieżą) i seniorów z Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Jako p r a w d z i w y   p e d a g o g   z < krwi i kości> <serwowałeś> im nie tylko mocny zastrzyk wiedzy , której łaknęli , ale – z miejsca – pozostawałeś ich najbliższym < kompanem > w zabawach , od których ani najmłodsi , ani najstarsi stronić – Twoim zdaniem – stronić nie powinni. Sam pamiętam, że w sytuacjach „podbramkowych” zawsze potrafiłeś strony konfliktu rozbroić, a sytuacje rozładować. Nic   zatem , że mamy Ci < za złe> -Twoje nagłe odejście !

Kochany ANDRZEJU,

Byłeś nie tylko filmoznawcą o bardzo wysokich kwalifikacjach (jako absolwent uniwersyteckiego Studium Wiedzy o Teatrze i TV UŁ i kierunku Edukacji Filmowej łódzkiej PWSFTviT ), ale i filologiem „ z krwi i kości” , dla którego s ł o w o : i to -mówione ( długoletni prezenter kieleckiej Telewizji Kablowej) i to – pisane (autor rozpraw i artykułów ) było zawsze p o d s t a w ą   m i ę d z y l u d z k i c h   k o n t a k t ó w. Dlatego chyba bardzo nie obrazisz się , jeśli powiem , że T w ó j   o p t y m i z m   ż y c i o w y wynikał z bardzo wnikliwego  o b r a c h u n k u    w ł a s n e j   d u s z y. Właśnie takiego samego , jaki kiedyś zaryzykował Juliusz Słowacki w „Godzinie myśli”, kiedy wykrzyczał w swoich poetyckich strofach

„Trzeba życia rozłamać w dwie wieku połowy
Jedną godziną myśli – trzeba w przeszłość wrócić,
I przeszłość jako obraz ściemniały i płowy
Pełny pobladłych twarzy , k u     s ł o ń c u     o d w r ó c i ć ! „

Spytasz Andrzeju, po cóż te strofy romantycznego Wieszcza i co one mają do Ciebie? Otóż – bardzo wiele. To przecież Słowacki pracując nad wolnym przekładem Calderonowskiego <Księcia> pierwszy zdał sobie sprawę, że polski bohater może mieć w sobie polskie cechy, pozostając jednak p e ł n y m  p o ś w i ę c e n i a   d l a   i n n y c h   b o h a t e r e m , bohaterem uniwersalnym , jak tego chciał barokowy hiszpański prototyp. I dlatego tłumacząc „Księcia” określił go mianem „n i e z ł o m n e g o”. Korzystam więc z filologicznej okazji, by ten zabieg w stosunku do Ciebie powtórzyć. Co więcej , nie bardzo mnie obchodzi , czy się na taki przydomek zawarty z tytule tego listu , zgodzisz!

Twój

KRZYSZTOF MIKLASZEWSKI
LONDYN, 11 MAJA 2016
w godzinę Twojego kieleckiego pogrzebu