Obituary EDWARD KUSZTAL


Krzysztof Miklaszewski

< JAKA GODNOŚĆ, JAKIE WZIĘCIE…>

Te słowa Wyspiańskiego, najbardziej <pasujące> do sylwetki Edwarda powtarzałem Mu kilkakrotnie. Pamiętam, że wymachiwał wtedy rękoma na znak protestu, a ja <kułem żelazo, póki gorące>. Uświadamiałem wtedy bowiem Jemu, którego zawsze uważałem za jedyną <gwiazdę> kieleckiej sceny, posiadanie tej nie tylko czysto warsztatowej umiejętności, nad stosowaniem której tak biedził się ze swoim krakowskim ansamblem Starego Teatru- jego genialny animator – Konrad Swinarski. Umiejętność ta nazywa się  w i a r y g o d n o ś ć, a jest naprawdę… unikatowa, choć – oczywista, potrzebna i wręcz niezbędna: widzowie bowiem uwierzą tylko tym aktorom, którzy tak samo prawdziwie potrafią czuć mentalność prostego chłopa, jak i przybierać sposób bycia i myślenia oświeconego władcy. Edward Kusztal do takich  a r t y s t ó w  należał. I to od początku swej teatralnej i filmowej drogi.

Kusztal, absolwent łódzkiej Filmówki, zwrócił nie tylko moją uwagę swoim rewelacyjnym debiutem w głośnym wtedy filmie jego szkolnej opiekunki – prof. Wandy Jakubowskiej. Postać  C z a r n e g o  Kusztala z „Końca naszego świata” (1964) – wstrząsającego oświęcimskiego dokumentu <czasów pogardy> zachowała do dzisiaj nie tylko moja pamięć. Podobnie – zresztą – jak i bardzo wyraziście zarysowane przez Niego sylwetki <dobrych> (np. Z y g m u n t  z „Czasu nadziei” Wionczka – 1986) czy <złych> (np. U b e k  z „Księstwa” Barańskiego-2012) „normalnych” ludzi naszych czasów, zdawało by się, epizodycznych postaci, pojawiających się na drodze życiowej głównych bohaterów tych filmów. Prawdziwym zaś kluczem interpretacyjnym do Kusztalowych kreacji tzw. <zwykłych ludzi> stały się pełnokrwiste postaci  R o b o t n i k ó w  z filmów: „Perła w koronie” (1971 – reż. Kazimierz Kutz) i „Opis obyczajów” (1972 – reż.Józef Gębski i Antoni Halor).

Podstawowym jednak  ż y w i o ł e m, którego nieprzemyślane decyzje administracyjne pozbawiły tego  a r t y s t ę  w najbardziej dojrzałym okresie jego twórczości, był  T E A T R, ucieleśniony w perełce architektonicznej czyli budyneczku Teatru im. Żeromskiego przy ulicy Sienkiewicza w Kielcach. Bo tu – dopiero – zestaw ról, które pozostawił Kusztal w pamięci widzów Kielc i województwa świętokrzyskiego – jest prawdziwie imponujący. Dość powiedzieć, że w jego ustach brzmiała równie znakomicie fraza Fredrowskiego wiersza, jak i pointy dialogowe Mrożkowych scenicznych <zasadzek>, że obnażające życiowe sytuacje paradoksy scenicznych komedii Mikołaja Gogola fascynowały tym samym interpretacyjnym ostrzem, co narodowe tragedie Stefana Żeromskiego. Dlatego w annałach polskiego teatru znajdą przyszłe pokolenia wspaniałe krytyczne analizy Jego scenicznych kreacji i łatwo sprawdzą, że obok jego Papkina i Cześnika z „Zemsty” pojawią się wtedy Edek z „Tanga” i Zachedryński z „Miłości na Krymie”, a obok Horodniczego z „Rewizora” stanie Szela z „Turonia”. Jeśli – na dodatek – uda się któremuś z naszych następców prześledzić proces budowania roli Gospodarza z „Wesela”, proces zachowany w dokumentalnej rejestracji, sumującej jubileusz 50.lecia kieleckiej sceny, wtedy powtórzy on – zapewne – tytułowy okrzyk tego filmu: „A to Kielce właśnie!”. Bo Kusztal był  o s t a t n i m, który tak  p o l o n e z a  aktorskiego w Teatrze imienia Żeromskiego  w o d z i ł. Był więc – jak Gospodarz w „Weselu” – m o t o r e m  aktywności swojego środowiska i jego  s u m i e n i e m. Artysta bowiem jako człowiek twórczy, a więc  w y j ą t k o w y – co podpowiadała Mu polska tradycja od czasów początków rozbiorowej niewoli – winien zawsze brać na siebie ciężar współodpowiedzialności za  p r z y s z ł o ś ć  i  o d r o d z e n i e  N a r o d u. Misja  p o s ł a n n i c t w a  i  w a l k i o <rząd dusz> stanowiła więc dla Kusztala – prawdziwego patrioty kwintesencję każdego artystycznego działania.

Takim Artystą i takim Człowiekiem pozostaniesz dla mnie, Edwardzie, a powołane przez Ciebie do życia postaci i ich motywacje działania towarzyszyć mi będą i dodawać otuchy w świecie, który pozostawiasz przez siebie ubogacony, a który – mimo to – coraz bardziej odbiega od naszych wspólnych, wynikających z  w o l n o ś c i  s z t u k i, ideałów.

KRZYSZTOF MIKLASZEWSKI

Londyn, 1 września 2016 roku